Zamknij

Niemcy nie sprzedadzą udziałów w GPEC nawet za 800 mln zł

22:06, 12.08.2018 | C.M
REKLAMA
Skomentuj
fot. Wikimedia Commons

185 milionów euro zaproponowane przez Polską Grupę Energetyczną za niemieckie większościowe udziały w GPEC to zdaniem lipskiego ratusza za mało za tak dochodowe przedsiębiorstwo. Niemcy wiedzą, że nie wyzbywa się sfery usług komunalnych na rynku pozbawionym jakiejkolwiek konkurencji. Tej wiedzy zabrakło gdańskim włodarzom, gdy sprzedawali przedsiębiorstwa komunalne Francuzom (SNG) i Niemcom (GPEC).

Od 2007 r. radzie nadzorczej GPEC przewodzi Paweł Adamowicz. Zarobił na tym ponad 900 tys. złotych.

 

Seria artykułów w saksońskiej prasie w marcu br. przygotowywały tamtejszą społeczność do biznesowych decyzji lipskiego magistratu, który obawia się "repolonizacji". PGE ogłosiła, że ​​znacznie rozszerzy swoją sieć ciepłowniczą. Jednak sprzedaż udziałów w GPEC za oferowaną przez PGE ogromną kwotę 185 mln euro, czyli 800 mln zł, na razie odłożono. Powód? Gigantyczna dywidenda wpływająca do miejskiej kasy Lipska rok w rok i perspektywa wzrostu zysków.


Strategiczna firma za cztery dywidendy

Gdańszczanie w tym roku zasilą komunalne usługi w Lipsku kwotą 14,4 milionów euro. Tyle uzyska komunalna Stadtwerke Leipzig GmbH (część komunalnego holdingu LVV Leipziger Versorgungs- und Verkehrsgesellschaft mbH) "czystej" gotówki z dywidendy. Tak zyskownej firmy nie warto sprzedawać.


A przecież Niemcy kupili większościowy pakiet GPEC za równowartość 42 mln euro. To mniej niż wyniosła dywidenda dla Lipska z czterech ostatnich lat.


Delegaci "pod przykryciem"

By przybliżyć ewentualne sfinalizowanie transakcji i rozeznać się w nastrojach 25 lipca br. do Gdańska przybyła biznesowa delegacja z Saksonii. 
Gdański Magistrat zamilkł i nie odpowiedział na pytania jaki był temat rozmów z delegacją z Lipska 25 lipca br. i czy podczas uroczystej kolacji z członkami delegacji z Saksonii omawiano temat zmian w zaangażowaniu kapitałowym Lipska w GPEC? Urząd też nabrał wody w usta, gdy zapytaliśmy czy prezydent Adamowicz zrezygnuje z funkcji w radzie nadzorczej GPEC?


PGE nie komentuje

Embargo informacyjne nałożyła też PGE, co od biedy można uzasadnić tajemnicą handlową.

Na pytanie o dalsze zaangażowanie kapitałowe PGE w Gdańsku poprzez odkupienie od komunalnej Stadtwerke Leipzig GmbH udziałów w Gdańskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej, usłyszeliśmy:
- Nie komentujemy spekulacji dotyczących obszaru fuzji i przejęć i nie komentujemy medialnych pogłosek - uchylił się od odpowiedzi Maciej Szczepaniuk, rzecznik prasowy Grupy PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.


Solidarność i Westerplatte

Bardziej rozmowni byli Niemcy, którzy z saksońską wstrzemięźliwością, odpowiedzieli natychmiast na pytanie o cel wizyty w Gdańsku.
Ratusz w Lipsku zapewnił nas, iż wizyta miała na celu... "omówienie udziału w rocznicy powstania związku zawodowego "Solidarność" i rocznicy wybuchu II wojny światowej". 
- Delegacje administracji i obywateli Lipska odwiedziły Gdańsk w lipcu. Powodem było przygotowanie kolejnej wizyty delegacji z Lipska w rocznicę założenia związku zawodowego "Solidarność" 31 sierpnia i uczczenia początku wojny 1 września - utrzymuje Matthias Hasberg.


Rzecznik lipskiego ratusza Matthias Hasberg, szef wydziału prasowego potwierdził wizytę lipskich dygnitarzy. W składzie delegacji byli nowi, powołani w maju br., szefowie holdingu LVV.
- Nowi dyrektorzy Grupy LVV również skorzystali z okazji, aby przedstawić się w Gdańsku - wyjawia rzecznik lipskiego ratusza, dopytany o sferę biznesową.


Nowi, od maja 2018 r., dyrektorzy LVV, którego obroty przekraczają 4 mld euro. to Michael M. Theis, Ulf Middelberg , Volkmar Müller oraz Karsten Rogall, dobry znajomy GPEC ze Stadtwerke Leipzig GmbH, od maja 2018 r. "Geschäftsführer" w Leipziger Versorgungs- und Verkehrsgesellschaft mbH.


Jednak pytanie o plany wobec udziałów w GPEC Matthias Hasberg ucina:
- Nie dostarczamy żadnych informacji na temat treści rozmów biznesowych.


Doceniony sprzedawca 

W czerwcu, gdy ważyły się losy transakcji, miesiąc przed lipską wizytą w Gdańsku, sam Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska i przewodniczący rady nadzorczej GPEC, pobrał z kasy magistratu 3 528 złotych w celu sfinansowania swojej wyprawy do Lipska. Niewiele wiadomo o detalach wyprawy. Jej tłem, jak się domyślamy, może być oferta koncernu PGE na wykup aktywów Stadtwerke Leipzig.


Warto przypomnieć, iż nadburmistrz Lipska, dr Burkhard Jung (SPD), jest także przewodniczącym rady nadzorczej, tyle, że lipskiego koncernu, którego obroty idą w miliardy euro. Nadzór nad tą działalnością dr Jung wykonuje w ramach pensji w ratuszu. Jego ryczałt na koszty dodatkowej funkcji to raptem 2000 euro rocznie. Prawie tyle jego gdański pracownik w GPEC, czyli Paweł Adamowicz, pobiera za jedno posiedzenie w miesiącu.
Jest też w radzie GPEC urzędniczka Iwona Bierut, dyrektor w gdańskim magistracie, przed laty zaangażowana w negocjacje ze Stadtwerke. 
Ze strony Stadtwerke Leipzig w skład rady wchodzi Norbert Menke, Johannes Kleinsorg i Volkmar Mueller, jeden z liderów holdingu LVV. Rogalla w radzie zastąpił Andreas Kühnl.


Przypomnijmy, że w 2004 r. miasto Gdańsk wyzbyło się większości udziałów (83 proc.) w GPEC za 183,8 mln zł (czyli 42 mln euro). 
Burkhard Jung (SPD) burmistrz Lipska może być zadowolony z pozytywnych dla mieszkańców jego miasta skutków transakcji w Gdańsku. Rentowność sprzedaży ciepła Pomorzanom przez Niemców jest wysoka i rośnie.


Odkręcając kurek z ciepłą wodą i zawór termostatu przy grzejniku c.o. mieszkańcy Gdańska i innych pomorskich miast, sponsorują Saksończykom bilety na baseny i na komunikację miejską, Handball-Club Leipzig, FC Lokomotive Leipzig i Red Bull Arenę oraz poprzez wodę z przedsiębiorstwa Saur z okolic Paryża francuskie przedsięwzięcia innowacyjne.

 

Nie sprzedawać!

W serii publikacji "Leipziger Volszaitung" od 11 do 26 marca br. redaktorzy zastanawiali się, czy warto wyzbyć się przedsiębiorstwa w Gdańsku, skoro od lat okrągłe 10 mln EUR netto corocznie płynie "nach Leipzig".


Na łamach Leipziger Volkszeitung (m.in. "Wackelt Leipzigs Polen-Geschäft?"), podano, iż oferta PGE była złożona po raz pierwszy w Lipsku w listopadzie ub.r. i powtórzona 7 marca br. oraz miała być ważna 90 dni. Jej termin miałby minąć w czerwcu br. W publikacjach pojawia się też kwota 109 mln euro, na którą nie przystał Oberbürgermeister Burkhard Jung (SPD).


Skąd 109 a nie 185 mln? Otóż GPEC, a zatem Stadtwerke, ma zobowiązania na około 76 mln euro. Owe 109 mln euro byłoby więc zyskiem netto. A to, zdaniem burmistrza, nie byłaby "transakcja interesująca".


W Lipsku, wartość polskich inwestycji szacowana jest na 150 milionów euro.


Obawa „Re-Polonisieren“

Jak wynika z informacji lipskich dziennikarzy również pracownicy GPEC są przeciwni zmianom właścicielskim. Napisali w tej sprawie list do Oberbürgermeistra Junga.


Jednak Niemcom spędza jednak sen z powiek hasło "repolonizacji", głoszone przez "konserwatywny rząd" w Warszawie. Przypominają, że odkupiony został przez PGE udział francuskiej EDF w wytwarzających ciepło elektrociepłowniach za ponad miliard euro. A przecież to od PGE kupuje energię grzewczą z elektrociepłowni w Gdańsku, Stadtwerke Leipzig GPEC.


PGE kontroluje już ponad połowę produkcji energii elektrycznej i ciepła w Polsce. Firmy EDF w Polsce zostały wcześniej umieszczone na liście "strategicznych firm" przez polski rząd, który automatycznie przyznał polskiemu państwu prawo weta wobec sprzedaży innym zainteresowanym. W rezultacie PGE były jedynym kandydatem do zakupu polskiej części EDF.

Jak zauważają lipscy publicyści branża energetyczna prawie nie opłaca się Stadtwerke... w Lipsku, bo marże są zbyt niskie. Opłaca się zaś w Gdańsku.

Stąd i uwaga zwrócona na GPEC. Ale to może się wkrótce zmienić. Obawiają cię tak nacisku ze strony rządu, jak i złożenia "propozycji nie do odrzucenia" przez państwową PGE, zmierzającą do "energetyki w rękach polskich".


Jak? Poprzez znaczne podniesienie cen za dostawę energii ciepłowniczej ze swojej elektrociepłowni w Gdańsku, zmniejszające zyski GPEC.
Jak zauważają relacjonujący kwestię sprzedaży polski regulator cen energii może zamrozić ceny ciepłownicze na niskim poziomie, co będzie również skutkować ujemnie na wrażliwej sferze zysków komunalnego holdingu z Lipska.
- Dali nam znać, że teraz mamy dobrą cenę detaliczną. Później było znacznie mniej - powiedział LVZ jeden z uczestników negocjacji.


Niemców uspokaja fakt, iż niższe ceny, które operatorzy sieci mogliby żądać od użytkowników końcowych, wytworzyłyby kwadraturę koła. Nowy cennik miałby zastosowanie do całej Polski - i tym samym przyniosłaby PGE straty.


Tajemnice przy ul. Białej

Oferta PGE ma oficjalnie status „niewiążącej oferty kupna”. Lipska gazeta argumentuje, że przede wszystkim dlatego, że państwowa PGE nie mogła zobaczyć ksiąg GPEC. Ustalono jedynie dwa bieguny rozmów.


W niewiążącej ofercie PGE wzywa do "pełnego" dostępu do danych biznesowych GPEC i całkowitego przejęcia wszystkich akcji GPEC - nie byłoby zainteresowania mniejszą ich transzą.
- Nie mamy do czynienia z plotkami, ale z pracą. Konkretna oferta nie jest obecnie dla nas dostępna - powiedzieli dyrektorzy zarządzający GPEC Anna Jakob i Marcin Lewandowski na pytanie LVZ.


Niemcy nie lekceważą sygnałów o "repolonizacji", ale i tak liczą, że ​​roczny zysk co najmniej dziesięciu milionów euro będzie trwał przez długi czas. W cyt.: "normalnych warunkach biznesowych" doprowadziłoby to do stabilnego wzrostu dochodu netto do co najmniej 2022 r. To dla nich ważne. Za te pieniądze głównie są dotowane lipskie autobusy i tramwaje.


Jak podaje Leipziger Volskzeitung jest też opór przed transakcją ze strony rady nadzorczej LVV i GPEC, a jej szef Burmhard Jung (SPD) uważa, że ​109-milionowa oferta jest "nieopłacalna ekonomicznie" i "niższej oczekiwanej wartości". Ich zdaniem sensowne byłoby otwarcie procedury przetargowej co pozwoliłoby to na osiągnięcie wyższej ceny.


Z lektury prasy niemieckiej LVZ wynika, że właściciel GPEC obawia się ruchów na polskiej scenie, gdyż "z powodu kontrowersyjnej polskiej reformy sądownictwa orzecznictwo znajduje się pod polityczną kontrolą rządu".


Niemcy podkreślają też fakt, że to prezydent Adamowicz jest nadal szefem rady nadzorczej GPEC. Gdyby Lipsk faktycznie chciał pozbyć się udziałów w spółce, Gdańsk miałby prawo do pierwszej oferty (pierwokupu).


Mieszkańcy Lipska mają świadomość, że część lokalnego dobrobytu zależy od zaangażowania LVV w przedsiębiorstwa użyteczności publicznej w Polsce. W Gdańsku, Sopocie, Tczewie, Starogardzie Gdańskim i Pelplinie spółka Stadtwerke Leipzig od dawna zaopatruje w ciepło znacznie więcej osób niż nad Pleiße i Elsterą.

Artur S. Górski

(C.M)
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© glosgdyni.pl | Prawa zastrzeżone