Zamknij
REKLAMA

Sopockie co nieco: Festiwalowa gorączka

12:07, 08.06.2018 | C.M
REKLAMA
Skomentuj
fot. pl.wikipedia.org

Trudno uwierzyć, że sopocka Opera Leśna liczy sobie już 109 lat! Przechodziła różne koleje losu, od małej, prowincjalnej sceny na świeżym powietrzu bez zaplecza technicznego, gdzie część gości  musiała przynieść własne siedziska lub zadowolić się miejscami stojącymi, przez gigantyczną machinę organizacyjną (i propagandową) festiwali wagnerowskich, dzięki którym zasłużyła na miano drugiego Bayreuth, aż po powojenny okres międzynarodowych festiwali piosenki, transmitowanych przez telewizję.

Aha, wyjaśnienie dla  niewtajemniczonych: Bayreuth to  niewielkie niemieckie miasto w Bawarii, z teatrem  Festspielhaus, specjalnie przeznaczonym do inscenizacji oper  Richarda Wagnera. Kompozytor w dużej mierze sam zaprojektował ten obiekt tak, aby można było w nim z dużym rozmachem realizować  jego kolejne monumentalne dzieła operowe. To tam odbywają się cyklicznie (począwszy od roku 1876!) słynne na cały świat festiwale wagnerowskie,  na które bilety melomani muszą rezerwować z wieloletnim wyprzedzeniem. Sopocki kurort ze swoją przepięknie zlokalizowaną sceną leśną był drugim takim miejscem na świecie, słynnym właśnie z operowych festiwali. Było już kilka prób reaktywacji tego pomysłu, ale mam wrażenie, że nigdy nie było wielkiego zainteresowania sopockiego włodarza takimi przedsięwzięciami, więc  kończyło się tylko przymiarkach. Mimo to, jestem przekonany, że naturalna akustyka leśnego amfiteatru, jego aktualne możliwości techniczne i organizacyjne oraz operowe dziedzictwo to ważne przesłanki, aby przynajmniej podejmować w tym wymiarze kolejne próby. Nie może to być jednak jednorazowe przedsięwzięcie, ale wieloletni plan na „operowe” ożywienie tego miejsce.  Bo w tej sprawie tylko konsekwencja, połączona z determinacją i artystyczną wizją, może przynieść odłożony w czasie sukces, także frekwencyjny. Ale do tego trzeba właśnie odważnej decyzji wizjonera i przekonania, że może to w efekcie przynieść Naszemu Miastu tylko wielowymiarowe i wieloletnie korzyści.

     Das Richard-Wagner-Festspielhaus

Po roku 1945, przez długi czas to wagnerowskie dziedzictwo stanowiło ewidentnie przeszkodę w rozwoju Opery Leśnej, dopóki  festiwal jazzowy z roku 1956 nie udowodnił ogromnego potencjału koncertowego tego unikalnego miejsca. Odrodzenie festiwalowe sopockiego amfiteatru od tej chwili było tylko kwestią czasu i pomysłu Władysława Szpilmana (może warto zatem w końcu  jakoś uhonorować terenie Sopotu tę wybitną postać?) na Międzynarodowy Festiwal Piosenki, który jest nawet starszy (!) od festiwalu opolskiego.

           fot. youtube.com   

Z festiwalem sopockim związałem swoje losy prawie przez ćwierć wieku, pełniąc przy jego organizacji różne funkcje (począwszy od szeregowego pracownika, poprzez funkcję rzecznika prasowego, zastępcy dyrektora czy wreszcie jurora).  Nic więc dziwnego, że traktuję festiwalową spuściznę jako sopocki skarb (nie tylko muzealny i archiwalny, ale również promocyjno-reklamowy) i podchodzę do niej wyjątkowo emocjonalnie. Dlatego nie potrafię zrozumieć systematycznego marnotrawienia, a wręcz niszczenia tego dorobku np. poprzez wręczanie festiwalowego symbolu i jego najważniejszej przez lata nagrody – Bursztynowego Słowika na taneczno-dyskotekowej składance, w której rola gwiazdy przypada niejakiemu Popkowi, którego występ na sopockiej scenie niewiele miał wspólnego ze śpiewaniem.  Oczywiście, „śpiewać każdy może”, ale dziś prześmiewczy tekst Jonasza Kofty stał się, niestety, proroczy.

Jak można zatem skutecznie  negocjować powrót do idei festiwalowego konkursu (który zawsze odbywał się w sierpniu), skoro nie docenia się prawdziwej roli i rangi jego  najważniejszego symbolu i marki z wieloletnią tradycją?

Owszem, czasy mamy  inne i festiwal już „se ne vrati” w dawnej formule, ale przykładanie ręki do jego pogrzebu  jest chyba ewidentnym nieporozumieniem. Może Sopotowi potrzebny jest zatem nie tylko operowy, ale i miejski  wizjoner, który wskrzesi tu w końcu najlepsze festiwalowe tradycje?

 

Wojciech Fułek

 

(stały felietonista „Gazety Gdańskiej”,   autor jedynej monografii Opery Leśnej, jaka do tej pory  powstała: „Od huzarów śmierci do Eltona Johna – 100 lat Opery Leśnej”)

[ALERT]1528454941914[/ALERT]

 

REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© glosgdyni.pl | Prawa zastrzeżone