Zamknij
REKLAMA

Moja naiwność była naprawdę wielka

23:47, 14.05.2018 | C.M
REKLAMA
Skomentuj
fot. Zygmunt Zmuda Trzebiatowski

Gdy słyszę o kolejnych osobach, które mimo namów, zachęt i sugestii, odmawiają kandydowania do rady miasta Gdyni z najsilniejszej potencjalnie listy, dociera do mnie skala spustoszenia, jaką wywołał dotychczasowy sposób traktowania radnych, pracy z nimi, motywowania ich i korzystania z ich wiedzy, umiejętności i zaangażowania.

Po raz kolejny wychodzi na to, że moja naiwność była naprawdę wielka, natomiast spore jest grono osób realniej ode mnie oceniających rzeczywistość. Zawstydzające i przykre jest, gdy ludzie w Gdyni nie wierzą w sensowność kandydowania do rady, czują się wykorzystywani, używani i przedmiotowo traktowani, a ci, którzy dopuszczają do siebie myślenie o tym, że mogliby się do tej rady dostać, nie mają złudzeń co do możliwości autonomicznego myślenia, działania i decydowania. Przykre jest, jak bardzo rośnie grono osób, które dostrzegają, że to nie rada miasta jest miejscem, gdzie można dobrze przydać się miastu i gdzie indywidualne zaangażowanie ma wysoką wartość. Martwi mnie, jak w coraz mniejszej cenie jest związanie radnych z okręgiem, z którego zostają wybrani. Uważam, że każdy, kto przyłożył do budowy obecnego stanu rzeczy swoją cegiełkę, powinien się wstydzić.

Oczywiście, oprócz tych rozczarowanych, zniechęconych i wyczulonych na próby manipulacji, znajdą i się tacy, którzy chętnie staną w szranki wyborcze – jak w każdych wyborach, zwłaszcza, gdy lista najsilniejsza i gwarantująca dobry wynik. Nie wątpię, że na tych listach znajdą się również ludzie wartościowi, mądrzy i chcący dobrze dla swojego miasta, wierzący w swoją sprawczość – i dobrze. Pytanie, ile będzie osób o innych motywacjach. Dlatego, już teraz, nie znając tych list, chciałbym nazwać kryteria, którymi chciałbym potem tę listę jako całość subiektywnie ocenić.
Jakie zjawiska na, przez wiele lat mi bliskich, listach „Samorządności” uznam za niepokojące?

Im więcej osób kandydujących z list do rady miasta to będą urzędnicy – tym gorzej.

Im więcej osób otwierających listy nie będzie związanych bezpośrednio z okręgiem, z którego kandydują – tym gorzej

Im więcej na listach będzie osób, których działalność lub stanowisko bezpośrednio finansowane są z funduszy miejskich – tym gorzej 

Im więcej na listach osób, które już kilkukrotnie bez sukcesu kandydowały – tym gorzej

Im więcej na listach osób, które poprzednio kandydowały z innego okręgu – tym gorzej.

I te kryteria za jakiś czas przyłożę do zaprezentowanych list – i obyśmy wszyscy mieli jakieś powody do optymizmu.
I to nie jest o osobach, tylko o zjawiskach.

Zygmunt Zmuda Trzebiatowski

[ALERT]1526335474287[/ALERT]

 

(C.M)
REKLAMA

Komentarze (3)

Kasia Kasia

1 0

Ciekawe uwagi, z chęcią przeczytam kontynuację. 09:57, 15.05.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

dyżurnydyżurny

1 0

To aż tyle czasu Panu zajęło, aby dość do wniosków, które dla porządnych od dawna już są oczywiste. 23:05, 18.05.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

ObiektywnyObiektywny

0 0

Proszę się nie czepiać Zygmunta, tylko będąc w klice mógł coś zrobić dla Gdyni, dla nas. Gdyby od pocąatku stanął okoniem, to by był na tej samej pozycji co Ślusarczyk czy inny Szemiot. STAĆ ICH TYLKO NA PODSZCZYPYWANKI BEZ ŻADNEJ MOŻLIWOŚĆI SPRAWCZEJ, INNA RZECZ, ŻE TO WYBITNE WAŁKONIE. 19:39, 22.05.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© glosgdyni.pl | Prawa zastrzeżone