Zamknij

Czy ateista może zrobić film religijny?

16:51, 30.09.2018 | C.M
REKLAMA
Skomentuj
fot. YT

Od dawna w polskiej kinematografii nie było tak wyczekiwanego filmu. Reżyser, temat i kompromitujące zachowania przeciwników, z których większość oczywiście nie widziała obrazu, co jest u nas standardem, zrobiły najnowszemu dziełu reżysera „Domu złego” niespotykaną reklamę. To na pewno będzie przebój kasowy, o czym informuje w dowcipny sposób „Tygodnik Powszechny”.

Rys.: Bartosz Minkiewicz, za: Tygodnik Powszechny

Polski kler bez znieczulenia

Smarzowski wraz ze scenarzystą Wojciechem Rzehakiem ukazują mroczną stronę zbiorowości, która zawiaduje sumieniami i lękami milionów między Bugiem i Odrą. To film zdecydowanie antyklerykalny, ale nie antykatolicki. Czy antykościelny? Z tym zarzutem możemy dyskutować, bo wierni w polskim kościele nie chcą lub nie potrafią wykorzystać siły, jaką stanowią, czyli wspólnoty wiernych. Czy Kościół jest taki, jak jego wyznawcy czy jak niektórzy księża i hierarchowie?

W ciągu 135 minut poznajemy historie trzech księży: bezwzględnego karierowicza, celującego w watykańskie zaszczyty Lisowskiego (Jacek Braciak), staczającego się coraz niżej alkoholika (Robert Więckiewicz), wiejskiego proboszcza żyjącego w grzesznym związku z Hanką (Joanna Kulig) i straumatyzowanego, najbardziej zagubionego Kukułę (Arkadiusz Jakubik). Los połączył ich przed laty, spotykają się w rocznicę dramatycznego wydarzenia, ale przebieg wypadków zaskakująco skrzyżuje ich losy ponownie.

Kler - oficjalny trailer 

Poznajemy też kulisy funkcjonowania najwyższych struktur kościelnych. Arcybiskup Mordowicz, zwany przez księży „Mordą” (po raz pierwszy u Smarzowskiego Janusz Gajos), to po prostu ojciec chrzestny: ustawia przetargi z gangsterami i politykami, rozdziela lub blokuje stanowiska (np. wstrzymuje karierę Lisowskiego), mobbinguje kleryków (w tym przypadku czytelne inspiracje wybrykami pomorskiego hierarchy) a przekleństw mogliby uczyć się od niego wszyscy chętni wyznawcy rynsztokowej retoryki (niezapomniane „do ch… karmazyna”). Obraz polskiego kleru wydaje się jednostronny, więc

Dlaczego „Kler” jest filmem religijnym?

Dlatego, że Smarzowski w trakcie przebiegu wprowadza w niektórych postaciach dyskurs. Dotyczy to przede wszystkim Trybusa i Kukuły. Wiejski proboszcz stoczył się tak nisko, że usłyszał pukanie od spodu. Zaczyna rosnąć u niego samokrytycyzm i zwykłe, codzienne człowieczeństwo, stopniowo pojmuje świat na nowo, według systemu wartości, którym powinien kierować się nie tylko ksiądz, ale po prostu każdy, uczciwy człowiek. Jeszcze głębsza autorefleksja następuje w Kukule. Jego finałowa przemiana ma już wymiar wręcz eschatologiczny, dlatego o „Klerze” możemy mówić w kategoriach filmu religijnego. Taka teza może wydawać się perwersyjna, wszak w jaki sposób ateista może zrobić film religijny? Smarzowski nie jest w tej konkurencji pierwszy w historii kina (choćby Pasolini), ale sposób, w jaki religijność obrazuje się w „Klerze”, jest wyjątkowy. Scenarzyści, zamykając wątki głównych postaci, mogli przybić różne pieczątki na całości, ale wybrali metafizykę. Nie mogę powiedzieć więcej, by nie spoilować, bo film właśnie rozpoczął swój żywot w kinach.

W 2016 roku Oscara za najlepszy film roku uzyskał demaskatorski „Spotlight”, 18 lutego 2017 roku w Teatrze Powszechnym w Warszawie premierę miała „Klątwa”. Film zna każdy miłośnik kina, spektakl miało okazję zobaczyć do tej pory kilkanaście, góra małe kilkadziesiąt tysięcy osób (ostatnio w Słupsku, jako jednym z trzech, obok Chorzowa i Wrocławia, miast w Polsce poza Warszawą – inni nie mają odwagi). Ani film, ani spektakl nie są dziełami religijnymi, tylko demaskującymi patologie w kościele katolickim w USA i w Polsce. Warszawskie przedstawienie wzmocniło obecność publicznego dyskursu wokół skrywanego tematu pedofilii w polskim kościele, ale prawdziwa dyskusja, nie tylko publiczna, ale i w sumieniach wiernych, nastąpi dopiero po „Klerze”. Zasięg filmu jest nieporównywalny do oddziaływania spektaklu a poza tym film Smarzowskiego ukazuje prawdę, nie sięgając po bluźnierstwo, za jakie uważane są niektóre sceny z „Klątwy” i co może utrudniać dialog. Ma się ku końcowi proces o naruszenie uczuć religijnych w spektaklu, ale jestem przekonany, że taki proces nie nastąpi po filmie, bo

„Kler” jest filmem o Polsce i Polakach

I przebieg procesu jeszcze wzmocniłby przekaz filmu.

– Nic nowego, wszystko już wiemy – mówili najczęściej po wyjściu z kina widzowie. Tak, „wszyscy” wiedzą, że polski kościół nie walczy z pedofilią i osłania księży pedofili, niszcząc ofiary a nie karząc oprawców. „Wszyscy” wiedzą, że Kościół jest skorumpowany, obraca wielkimi kwotami bez opodatkowania, księża skutecznie omijają w różnych związkach celibat, mają dzieci, istnieje fundusz alimentacyjny a alkoholizm księży to drobiazg w porównaniu z innymi przewinami.

„Kler” boli bardzo, bo traktuje o nas. O naszych elitach, o VIPach i NIPach, o wszystkich, którzy wszystko wiedzą i nie przeciwdziałają. W filmie jest mnóstwo fragmentów, które trafiają w punkt. Choćby ten, w którym klerycy i księża z kurii czytają poranną prasę, szukając informacji o kompromitującym „Mordę” i cały kościół skandalu. Radość księży spowodowana brakiem demaskatorskich artykułów, ukazująca bierność mediów – niezwykle wymowna. Albo scena ukazująca zakłopotanie młodego policjanta, który nie ma ochoty przyjąć zgłoszenia księdza o śmiertelnym potrąceniu przechodnia (ksiądz był pijany, gdy prowadził).

Żyjemy w kłamstwie budowanym strukturalnie, polski system opresyjny ma głębokie korzenie i niezliczoną ilość rozgałęzień a najbardziej przerażające jest w nim to, że na jego straży stoją ci, do których powinniśmy mieć największe zaufanie. Chciałbym mieć nadzieję, że wielu mądrych ludzi, których u nas nie brak, przestanie się lękać i dojdzie do powszechnej dyskusji; że wierni, bo tylko oni mogą to uczynić, skorzystają ze swoich uprawnień i rozpocznie się proces oczyszczenia. Jednak nad życzeniowością panuje prawda a Polacy to tchórze, więc…:

Dezerter, Tchórze 

To oprócz wszystkiego bardzo dobry film

Jeśli nie dojdzie do narodowego oczyszczenia, a pewnie nie dojdzie, nie zmieni to faktu, że „Kler” to po prostu bardzo dobry film. Dopracowany scenariusz pozwala na pogłębienie psychologiczne postaci, nie ma absolutnej zmory polskiego kina, czyli otwartych zakończeń pt. „widzu wymyśl sobie sam zakończenie, bo ja nie wiem, albo wiem, ale nie powiem, bo ma być ambitnie”. W filmie nie ma chyba ani jednego, zbędnego ujęcia, wszystko jest podporządkowane zwartej, zdyscyplinowanej narracji. To takie „czyste kino”, rezygnujące z ozdobników, opowiadane z pazurem, w dobrym tempie, trzymające w napięciu niczym suspens, a przecież to dramat narodowy, macerujący do kości nasze winy i słabości.

Muzyki Mikołaja Trzaski tym razem niewiele, ale zauważalna. Cieszy epizodzik z udziałem Piotra Michalskiego z Teatru Miejskiego w Gdyni. Udział w „Klerze” był swoistą deklaracją i aktem odwagi; nie wszyscy z tego skorzystali, niektórzy bardzo zabiegali, nieliczni odmawiali.

Jury tegorocznego festiwalu w Gdyni przyznało filmowi tylko trzecią w hierarchii Nagrodę Specjalną i nagrodziło scenografię. To drugie zauważenie o tyle ciekawe, że wszystkie sceny w kościołach rozgrywały się poza Polską. Niezauważenie przez jurorów wielkich kreacji Gajosa, Braciaka i Jakubika uważam za skandal. Nie pierwszy i nieostatni w historii ciała, które zbyt często jest albo tchórzliwe, albo układowe albo jedno i drugie. Nagrodą dla Smarzowskiego i ekipy będzie frekwencja i odbiór filmu oraz miejsce w historii polskiej kinematografii, które na szczęście nie zależy od jurorów festiwali.

43 FPFF: Konferencja prasowa po filmie "Kler" 

Kler. Reżyseria: Wojciech Smarzowski. Premiera kinowa: 28 września 2018. Strona filmu.

 

Recenzja filmowa by Piotr Wyszomirski

 

 

[ZT]2051[/ZT]

[ZT]1824[/ZT]

[ZT]1729[/ZT]

 

(C.M)
REKLAMA
W okresie ciszy wyborczej tj. w okresie 24 godzin poprzedzających dzień wyborów i aż do chwili zakończenia głosowania zabronione jest prowadzenie agitacji wyborczej na rzecz kandydatów w jakiejkolwiek formie. Publikacja na portalu internetowym jakichkolwiek komentarzy mających charakter agitacji wyborczej może zostać uznana za naruszenie przepisów ustawy Kodeks Wyborczy oraz stanowi czyn zagrożony karą grzywny (art. 498 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. - Kodeks wyborczy, t.j. Dz. U. z 2018 r. poz. 754 z późn. zm.)

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© glosgdyni.pl | Prawa zastrzeżone