Sopockie co nieco: „Morze, nasze morze…”

Co jest głównym magnesem dla tych, którzy odwiedzają polskie nadmorskie miejscowości?  Oczywiście znajdziecie tam również poszukiwaczy  różnych -  delikatnie mówiąc -  ekscentrycznych i ekstremalnych doznań.

Ale  nie będzie chyba  jednak żadnym odkryciem, że dla zdecydowanej większości tą główną atrakcją jest oczywiście samo morze i piaszczyste plaże. Te ostatnie zresztą bywają u nas o wiele bardziej atrakcyjne, niż często kamieniste, czy też  wulkaniczne  brzegi wielu znacznie cieplejszych wód. I jeśli już zgodzimy się na to, że to właśnie ten wyjątkowo malowniczy morski krajobraz jest tą szczególną wartością, którą powinniśmy chronić, to zupełnie  nie potrafię zrozumieć , dlaczego niektórzy robią z zapałem i przekonaniem wszystko, aby go w rozmaity sposób zniekształcić, zeszpecić czy zasłonić.

I na pewno nie wszystkie, często kuriozalne  decyzje da się wytłumaczyć dyktatem deweloperów czy lokalnego biznesu. Architekci, urbaniści czy specjaliści od rewitalizacji już biją na alarm, że polskie miejscowości nadbałtyckie dość szybko upodabniają się do znacznie przeinwestowanych i gęsto zabudowanych ośrodków na wybrzeżach Turcji, Grecji, Bułgarii, Francji  czy Hiszpanii.

Zapominamy przy tym, że u nas letni sezon to de facto 2-3 miesiące. A „budując masywne hotele i apartamentowce, tracimy jednak charakterystyczny dla polskiego wybrzeża spokojny charakter” (z artykułu Jakuba Głaza „Niewesołe miasteczka”).  Ba, zapominamy też, że to właśnie „morze czyni z tych miejsc przestrzeń wyjątkową , a dostęp do niego jest nadrzędną wartością” (Dagmara Milczyńska-Hajda).

Dlaczego zatem część nadmorskich miejscowości stara się komercyjnie zagospodarować każdy  fragment plaży i terenów nadmorskich, najczęściej doprowadzając – w najlepszym razie – do sezonowej taniej jarmarczności, w skrajnych przypadkach – do trwałej skazy na  żywym organizmie wyjątkowo cennych obszarów, które powinny być bezwzględnie chronione?

Czy to tylko wybujałe ego i ambicje lokalnych włodarzy, biznesowe rachuby hotelarzy i deweloperów, naciski prywatnych właścicieli nieruchomości i działek, czy też poddanie „owczemu pędowi inwestycyjnemu”, żeby zabudować każdą wolną przestrzeń?  Najczęściej nadużywa się też przy tych okazjach słusznej skądinąd maksymy, że „kto się nie rozwija, ten się cofa”.  

Ale rozwój to przecież na pewno nie dość chaotyczna, często złej jakości, architektura, z której  inwestor chce wycisnąć jak największą powierzchnię użytkową.  Rozwój miejscowości to nie tylko hotele i apartamentowce, w których przez większość miesięcy straszą ciemne okna.  Rozwój to nie tylko nocne lokale, w których balują imprezowicze czy kolejne  przyplażowe obiekty gastronomiczne.  

Wielu sopocian mówi mi ostatnio, że ich (i mój)  ukochany  Sopot powoli bezpowrotnie traci swój magiczny klimat, opiewany przez Agnieszkę Osiecką, która pisała, że jest to miasto „skrojone na ludzką skalę”.  

Gigantomania przy zabudowie okolic dworca kolejowego (przy okazji letniego sezonu doskonale widać, jak niewystarczająca jest tam przestrzeń do obsługi podróżnych przy znacznym przeskalowaniu i przeinwestowaniu powierzchni handlowych), kolejna budowa giganta hotelowego w strefie nadmorskiej, zbyt gęsta sieć obiektów gastronomicznych wzdłuż sopockiej plaży (a nawet zlokalizowanych bezpośrednio na niej – czy wszystko to świadczy  o tym, że miasto dobrnęło już do granicy tzw. chłonności inwestycyjnej, a morze bywa tylko dodatkiem do  jakiegoś interesu, a nie wartością nadrzędną?

A może ci narzekający sopocianie to zdecydowana mniejszość, a większości ten kierunek rozwoju się podoba? I jeśli nawet tak jest (w co nie wierzę), to miarą prawdziwej demokracji (także, a może nawet przede wszystkim  na tym lokalnym poziomie) jest szacunek władzy dla inaczej myślącej mniejszości i nie tylko uważne wysłuchanie jej  argumentów, propozycji  oraz uwag krytycznych, ale i realne zastosowanie przynajmniej części z nich w praktyce.

Ale ze smutkiem muszę stwierdzić, że zwyczajnie takiej chęci w moim ukochanym Sopoćkowie po prostu nie widzę.

Wojciech Fułek

Rate this item
(0 votes)
Last modified on piątek, 11 sierpień 2017 15:58

Leave a comment

Make sure you enter all the required information, indicated by an asterisk (*). HTML code is not allowed.

NAJNOWSZE TWEETY

Polityka gospodarcza w warunkach niepewności https://t.co/qTpeNwdV0C przez @Tweet
Pikieta „Prawa kobiet to prawa człowieka” https://t.co/qKsbrFasEd przez @Tweet
RT @Kukiz15: .@pkukiz: . Nigdy nie zgodzę się na donosicielstwo i żądania "bratniej pomocy" od obcych Państw- czy to w postaci rezolucji cz…
O co Wy na to? https://t.co/NDzvAC2Vzq
Follow Czesław Mikołajew on Twitter

Redakcja poleca

WEZWANIE DO USUNIĘCIA NARUSZENIA PRAWA

"To największa afera finansowa III RP". Wyłudzono nawet 250 mld zł

Sopockie co nieco: Piechotą do mariny?

Apteka dla aptekarza

Implant prącia – nowoczesna metoda leczenia zaburzeń erekcji

Po wyroku w sprawie Parku Rady Europy

W odpowiedzi na słowa wiceministra w Ministerstwie Zdrowia Pana Piotra Gryzy,

Sopockie co nieco: Czyją własnością jest miasto?

WEZWANIE DO USUNIĘCIA NARUSZENIA PRAWA

Teatr jednego aktora na Stadionie Miejskim

Spójnia Gdynia o dwa kroki od awansu!

Wyjazdowe zwycięstwo żużlowców Zdunek Wybrzeża w zaległym meczu!

Please publish modules in offcanvas position.

VIDEO MOIM ZDANIEM