Sopockie co nieco: Czyją własnością jest miasto?

Zacznę od „oczywistej oczywistości”. Miasto jest wspólną własnością wszystkich mieszkańców. Niby truizm, a jednak warto go powtarzać i trzeba do niego wracać. Zwłaszcza wtedy, kiedy ktoś nas zapewnia, że on wie lepiej i mieszkańcy dali mu mandat w ostatnich wyborach, aby mógł  decydować za nich/w ich imieniu. 

Oczywiście, po to – na najniższym  szczeblu - wybieramy swoich kandydatów na prezydenta/burmistrza, wójta czy radnych, żeby to oni podejmowali ważne decyzje, dotyczące lokalnych spraw. Coraz częściej odnoszę jednak wrażenie, że ci wybrańcy nie za bardzo później chcą się dzielić swoją odpowiedzialnością i władzą bezpośrednio z mieszkańcami.

Posłużę się przykładem tzw. budżetu obywatelskiego. To idea, zaszczepiona w Sopocie dzięki aktywistom z Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej i wprowadzona w życie  z mojej inicjatywy jako ówczesnego Przewodniczącego Rady – przy sprzeciwie i nieskrywanej niechęci aktualnego prezydenta oraz jego politycznego zaplecza.

Wystarczy trochę poszperać w archiwaliach prasowych czy protokołach Rady Miasta, żeby się przekonać, kto w sopockim samorządzie był orędownikiem, a kto zdeklarowanym przeciwnikiem budżetu obywatelskiego.

Kiedy jednak okazało się, że opozycja głosowanie w tej sprawie wygrała, a Sopot  nagle staje się polskim pionierem tzw. partycypacji społecznej, to sprawa ta okazała się  na tyle interesująca, że podejście prezydenta natychmiast się zmieniło. Niestety, z czasem okazało się, że w ramach budżetu obywatelskiego pojawiają się nagle np. remonty chodników czy ulic, które de facto są zadaniami własnymi samorządu i powinny być realizowane w trybie normalnych, corocznych  projektów inwestycyjnych czy remontowych.

A  zdarza się z kolei, że pomysły, które w głosowaniu mieszkańców wygrały, z nie do końca wyjaśnionych powodów nie są realizowane. 

Jestem całkowicie przekonany, że realna wysokość  budżetu obywatelskiego  powinna  systematycznie, co roku  wzrastać  i nie powinien on  dotyczyć tzw. zadań własnych gminy.  A remonty, modernizacje, przebudowy do takich właśnie się zaliczają i   powinny być realizowane zgodnie z osobnym harmonogramem i możliwościami finansowymi.  

Bo  obywatelski charakter budżetu nie ma przecież polegać na tym, że bardziej zaludnione osiedle mieszkaniowe wygra głosowanie w sprawie naprawy schodów czy chodnika z rozproszonymi mieszkańcami  komunalnych kamienic czy osiedla jednorodzinnych domów. 

To poczucie  naszej  wspólnej  własności  powinna też przejawiać się nie tylko przy okazji wyborów – raz na cztery lata, ale np. w częstszych konsultacjach społecznych, realizowanych wg sprawdzonych na świecie modeli, dotyczących strategicznych miejskich spraw czy decyzji. Miasto było partnerem przy realizacji kilku ważnych, wręcz strategicznych inwestycji -  nowej zabudowy centrum (z placem i Domem Zdrojowym) czy zabudowy okolic dworca kolejowego.

Może warto przy okazji takich prestiżowych miejsc organizować konkursy architektoniczne, których efekty – publicznie zaprezentowane - precyzyjnie wytyczałyby miejskie oczekiwania?

Jawność w takich sprawach jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a  taki model pomógłby nam uniknąć ewidentnych nieporozumień i uginania się pod presją deweloperów i inwestorów. Przypominam sobie dyskusję na temat zabudowy dworca, w której głównym argumentem sopockiego prezydenta było stwierdzenie, że Sopot też zasłużył (wzorem Gdyni czy Gdańska) na swoją handlową galerię (sic!)

Takie podejście jest dokładnie sprzeczne z ideą wspólnej własności i świadczy raczej o przekonaniu o własnej nieomylności.

Dziś okazuje się, że gigantyczna bryła tej dworcowej „galerii” nie tylko nie spełnia do końca społecznych oczekiwań, ale i nie spotyka się z jakimś szczególnym zainteresowaniem handlowców, skoro praktycznie całe piętro wciąż nie może znaleźć swoich dzierżawców. Pomijam nawet architektoniczny wygląd tej bryły, bo o gustach się podobno nie dyskutuje, ale i jej funkcjonalność stoi pod znakiem zapytania, skoro sala obsługi podróżnych całe lato pękała w szwach i okazała się niewystarczająca.

Możemy oczywiście przyjąć wersję, że to wina zarządcy, ale przecież gdyby nie „awaryjna” pomoc miasta w postaci dość kosztownej, długoletniej umowy na dzierżawę mediateki, to ten projekt być może w ogóle by się nie powiódł.

A wystarczyło przecież wybudować sopocką  mediatekę na miejskim gruncie i mielibyśmy  taki obiekt na własność, ale czy aby na pewno chodziło w tym wszystkim o ekonomię i długofalowe  oszczędności w miejskim budżecie?

Ciekawe, jaka byłaby opinia  sopocian, gdyby dostali w sprawie mediateki  dwie alternatywne propozycje do wyboru? Nikt ich nie o to nie pytał? No to czyje w końcu jest to miasto?  

Wojciech Fułek

Rate this item
(0 votes)
Last modified on wtorek, 17 październik 2017 21:40

Leave a comment

Make sure you enter all the required information, indicated by an asterisk (*). HTML code is not allowed.

NAJNOWSZE TWEETY

@YouTube Ku uwadze radnych i władz miasta GDYNI. Kiedy budynki w centrum Gdyni zostaną prawidłowo oznakowane? Czy t… https://t.co/i8pACHnEhs
Pozwól do siebie dojechać https://t.co/v2tctA2SA1 przez @YouTube
ROZPOZNAJESZ TE OSOBY – powiadom policję https://t.co/tC7iKJLKfC przez @Tweet
RT @Wiadomosci_PR: "To działanie na zamówienie totalnej targowicy", "nie istnieje dialog między rządem a KE" - europosłowie komentują rezol…
Follow Czesław Mikołajew on Twitter

Redakcja poleca

WEZWANIE DO USUNIĘCIA NARUSZENIA PRAWA

"To największa afera finansowa III RP". Wyłudzono nawet 250 mld zł

Sopockie co nieco: Piechotą do mariny?

Apteka dla aptekarza

Implant prącia – nowoczesna metoda leczenia zaburzeń erekcji

Po wyroku w sprawie Parku Rady Europy

W odpowiedzi na słowa wiceministra w Ministerstwie Zdrowia Pana Piotra Gryzy,

Sopockie co nieco: Czyją własnością jest miasto?

WEZWANIE DO USUNIĘCIA NARUSZENIA PRAWA

Teatr jednego aktora na Stadionie Miejskim

Spójnia Gdynia o dwa kroki od awansu!

Wyjazdowe zwycięstwo żużlowców Zdunek Wybrzeża w zaległym meczu!

Please publish modules in offcanvas position.